„Nie bój się, bo Ja jestem z tobą; nie lękaj się, bo Ja jestem twoim Bogiem.” (Iz 41,10)

 

Jak spotkać Boga w codzienności- między kawą, a pośpiechem oraz w spotkaniu z drugim człowiekim i samym sobą. 

Bóg, którego spotykam w mojej codzienności nie przychodzi w huku. Nie przerywa moich rozmów, dialogów i monologów kiedy mam wenę i chęć rozmowy, przekazu w tym co jest dla mnie ważne, uwierzcie mi potrafię długo i z entuzjazmem przeskakiwać z tematu na temat. Mój Bóg nie zatrzymuje mnie kiedy jestem w swoim rytmie, lecz delikatnie potrafi zrobić pauzę- sądzę, że na oddech, ale też w trosce o drugiego człowieka, który musi przetworzyć, aż tyle informacji na raz i do tego chroni go przed zemdleniem(śmiech). Czasami się zastanawiam, jakie miny robi mój anioł stróz  w trakcie kiedy mnie obserwuje, chroni, kiedy po raz kolejny popełniłam gafę, za dużo powiedziałam, komuś poszło w pięty lub kiedy jest mi smutno i jestem wściekła, bo chciałam po swojemu? Jak wtedy wygląda, czy łapie się za głowę ohoho zaraz się zadzieje, co tym razem? i czy rzeczywiście mam tylko jednego? Czasem Mój Bóg, Ojciec, Tato- potrafi pokazać poprzez mimikę drugiej osoby, która jest obok mnie, która stara sie mnie słuchać i wsłuchiwać się co jest pomiędzy słowami,  hmm, a może by tak nabrać powietrza, na łyk kawy, herbaty lub zwykłego- Hej Zatrzymaj się na chwilę….., bo zapomnisz lub pominiesz inne kwestie……

Mój Bóg, którego spotykam Nie stoi na rogu ulicy z transparentem: „To ja”. Siada cichutko, bowiem ma do mnie cierpliwość, miłość, chce mnie widzieć, prawdziwą, tym kim jestem, właśnie w mojej codzienności, z tym z czym się zmagam i przeżwam po swojemu, a tym samym prowadzi mnie i troszczy sie o mnie.  Czasami stoi ze mną w kolejce przy kasie. W autobusie, kiedy jestem zamyślona, analizuje i planuje jednocześnie jaki podjąć kolejny krok, w związku z różnymi ważnymi sprawami dla mnie. Dosyć często uważam, że  po prostu chce , abym w końcu mogła się z nim spotkać, bez pośpiechu, bez zbędnego gadania. Być może zadasz pytanie – po co . Odpowiem w tym momencie krótko-, aby prawdziwie żyć, a nie być świadkiem odgrywanych ról w kiepskim teatrze na słabych deskach sceny.

Bardzo często nie zauważałam Boga, bo szukałam  go  nie tam gdzie trzeba. Szukałam  Go gdzie indziej — w czymś wielkim, niezwykłym, „duchowym”. Tymczasem On uparcie wybierał  codzienność. Kiedy musiałam spotkać sie z nim sama, kiedy były problemy, narastały frustracje i walka w mym sercu, bo trudno było zaakceptować coś, co było dla mnie trudne, wręcz wydawało się katastrofą i wielkim morzem nie do przeskoczenia. Mój Bóg podawał mi  i podaje rękę do dzisiaj, nie zrezygnował z ratowania mnie i nigdy tego nie zrobi. Troska o mnie o swoje dziecko, które stworzył, które kocha i chce, abym też doświadczała tej miłości. Delikatne pukanie do serca, sumienia. Poruszanie myślenia, sytuacje, ludzie, zdarzenia. To jak ja doświadczam Przeogromnej troski i miłości. Czas na spotkanie z osobą, która rani, to lekcja, nauka. Nie daj się mówi-  wmówić- sobie bzdur, które nie mają pokrycia w rzeczywistości. Popatrz na siebie i stań w prawdzie-  czasem pycha, która wypływa z mego ego- jak piana się sączy, aby w sakramencie pokuty i pojednania, zastanowić się kim Ja Jestem- po co tu  przyszłam, czy rzeczywiście chcę, jestem gotowa na pojednanie i doświadczenie miłosierdzia i  jego miłości?- aby ON, ten, który na mnie zawsze czeka, on widzi inaczej nie tak jak ja, po ludzku.

Tak jestem tylko-i aż człowiekiem. Wiele razy doświadczyłam bólu, odrzucenia, niezrozumienia. Moje dzieciństwo nie było takie jakie bym chciała by wyglądało. Dziś Dziękuję, za każdy dzień, za każdą chwilę i za każde doswiadczenie jakie było i będzie wpisane w moją codzienność. Dlaczego być może zapytasz?- bo Dzisiaj jestem gotowa za to podziękować. Bóg zmienia serce, zmienia myślenie, uczy przetrwać, zaprawia w boju do walki.  Pomaga wstać, podnosi, kiedy po raz kolejny popełniłam ten sam błąd, choć już miałąm nauczkę. Znów mnie uczy, pokazuje mi i przeciera oczy na to, co dzieje, się wokół mnie, pokazuje czego wcześniej nie umiałam dostrzec, poprzez pychę, upartość, niechęć, lenistwo  i tym podobne. Czasami mam wrażenie, że jestem świadkiem  spektaklu, w którym widzę inny świat, przekręcone twarze w dziwnych uśmiechach, przykrywane wymuszoną życzliwością, bo tak wypada. A on jest w środku i idzie rozpromienia, rzuca światło do coraz bardziej zaciemnionego zakamarka sceny, której jestem świadkiem,  mego serca, mego ja . Delikatnie, przecież dawno by człowiek zwariował. Przygotowuje mnie, podprowadza, dopóki nie pokonam góry, przez jaką mam przejść, krzaków, które trzeba powycinać, brudnych kałuży, które muszę przeskoczyć, i zamilknąć do  wyjętych z nienawiścią języków, czasem pod przykrywką wyuczonych gestów, mimiki twarzy i tych wiecznie uśmiechniętych sztucznych uśmiechów. Mój Bóg stoi po środku, jest gotowy na wiele. Przeciez oddał za mnie życie- Czy jesteś tego świadomy, Drogi Czytelniku, że za Ciebie również? Bóg stoi, czasem puka, za zamkniętymi drzwiami dosłownie.  Kiedy ktoś zapuka niespodziewanie do Twego życia spróbuj otworzyć te ciężkie drzwi z okuciami twego bólu, niechęci, bo nie chcesz być ponownie zraniony. Kiedy się bardzo boisz,  bo już zostałeś wykorzystany, w tym Twoje serce, dobroć. Byłeś naiwny bo wierzyłeś w ludzkie intencje, że ktoś ma czystość serca, nie bój się przeżyć bólu, rozstania, niechęci i bycia ponownie wykorzystanym. Zakładaj zbroje z Wiary, Nadzieji i Miłośći, jaką daje Ci Bóg. Pamiętaj, że On nigdy nie zwątpi we mnie, w Ciebie, bo chce dobra dla nas . On chce dać się poznać poprzez kolejną próbę, abyś wyszedł ponownie naprzeciw temu co da Ci kolejny dzień. Nigdy nie wiemy jak potoczy się dzień, jak będzie w pracy, w relacjach z najbliższymi i kto będzie chciał namieszać. Bóg wchodzi poprzez takie sytuacje w realną, prawdziwą relację z nami. Jaka jest Twoja dzisiejsza zgoda,  na niewiadomą? Zadałam sobie kiedys przed laty takie pytanie kiedy leżałam w szpitalnym łóżku, patrząc na osobę, która powinna okazać mi zrozumienie, troskę i bezpieczeństwo przed operacją, kim on jest i co tu robi skoro dba tylko o to, aby jak najszybciej się ulotnić. zgoła krótkie – no jak Tam? postawiło mnie prawie na nogi, na krótką chwilę zapomniałam o tym co mnie czeka i o bólu, który nie odpuszczał. Te doświadczenie było potrzebne i na tamtem moment pomimo, zażenowania tą postawą od strony kogoś ważnego w moim życiu. Postanowiłam odpuścić w zadawaniu pytań, pouczeń itp. Bóg przyszedł w postaci lekarza, który ukoił moje emocje, wjaśnił moje niewiadome i ukoił strach towarzyszący przed planowanym zabiegiem. Bóg jest w Tobie, być może nawet o tym nie wiesz. Jest w ludziach.W kimś, kto zadzwonił w momencie, kiedy było naprawdę ciężko. W kimś, kto wysłuchał bez oceniania. W czyjejś cierpliwości, która nie była „normalna”, tylko jakby większa niż człowiek.Czasem to my jesteśmy dla kogoś takim momentem. I nawet nie wiemy, że przez zwykłe „jak się czujesz?” dzieje się coś więcej. Bo Bóg bardzo rzadko działa „z pominięciem człowieka”. Zazwyczaj wybiera czyjeś ręce, czyjeś słowa, czyjąś obecność. I dlatego tak łatwo Go przeoczyć. Jest w sytuacjach. Nie w tym sensie, że wszystko jest proste i dobre. Wręcz przeciwnie — czasem najbardziej widać Jego działanie tam, gdzie po ludzku coś się nie składa. Kiedy coś się zamyka, a potem — choć nie było planu — otwiera się coś innego.
Kiedy coś się nie udaje, a po czasie okazuje się, że to nas przed czymś uchroniło. Kiedy w chaosie pojawia się niespodziewany porządek.To nie są spektakularne znaki. Raczej delikatne przesunięcia rzeczywistości. Takie, które łatwo uznać za przypadek. Ale najtrudniejsze spotkanie z Bogiem nie dzieje się ani w innych ludziach, ani w wydarzeniach. Dzieje się w nas samych. W chwili, kiedy człowiek przestaje uciekać od siebie. Kiedy pozwala sobie zobaczyć prawdę — nie zawsze wygodną. Kiedy przyznaje się do lęku, słabości, zmęczenia. To jest moment, w którym robi się przestrzeń. I właśnie tam — nie w idealnej wersji siebie, tylko w tej prawdziwej — zaczyna być miejsce dla Boga, ponieważ on nie wchodzi tam, gdzie wszystko jest „ogarnięte”. Wchodzi tam, gdzie ktoś mówi: „Nie radzę sobie sam”. Ale jest jeszcze jeden warunek. Zgoda, bowiem Bóg nie narzuca się. Nie wchodzi siłą w decyzje, w życie, w serce. Można Go mijać latami — i On nadal będzie czekał. Jego działanie zaczyna się naprawdę wtedy, kiedy człowiek choć trochę odpuszcza kontrolę i mówi:

„Dobrze. Spróbujmy razem.”

To nie jest wielka deklaracja. To czasem bardzo ciche: „Jeśli jesteś — prowadź”. I nagle okazuje się, że coś się zmienia. Nie zawsze na zewnątrz. Często najpierw w środku: więcej spokoju, mniej chaosu, więcej zaufania, mniej lęku.Nie dlatego, że problemy zniknęły.
Tylko dlatego, że ktoś już nie niesie ich sam. Bóg w codzienności nie krzyczy. Jest w drobnych momentach, które łatwo przeoczyć. W ludziach, którzy pojawiają się „nieprzypadkiem”. W sytuacjach, które prowadzą gdzieś dalej, niż widać na początku. W ciszy, której się często boimy. I w tym jednym, prostym zaproszeniu: Zatrzymaj się. Zobacz. Pozwól. Resztę On naprawdę potrafi zrobić sam. Pytanie czy dzisiaj Ja chcę, aby był i towarzyszył w mojej codzienności i czy Ty chcesz?

Z wdzięcznością za Dzisiaj i kolejne dni mojej codzienności – Dziękuję Bogu za Ciebie!