Drogi Mężczyzno…….
Dzisiejszy tekst jest próbą zatrzymania się na chwilę i refleksji poprzez zadania niewygodnych pytań czym jest odpowiedzialność mężczyzny, który zostaje ojcem i ojca po rozstaniu?
Gdzie kończy się prawo do własnego szczęścia, a zaczyna obowiązek wobec dziecka? Czy naprawdę można zbudować coś trwałego, ignorując to, co zostawiło się za sobą?
Samotne macierzyństwo często bywa opisywane jako historia siły poświęcenia i walki o dobro tych, których kochamy. Rzadziej mówi się o tym, jak wygląda codzienność, gdy oprócz odpowiedzialności za wychowanie trzeba mierzyć się z drugim rodzicem – takim który zamiast budować systematycznie podważa. Szczególnie wtedy gdy jest to ojciec o narcystycznych cechach przekonany, że jego szczęście i potrzeby są ważniejsze niż emocjonalne bezpieczeństwo jego ratorośli.
Nie chcę osądzać żadnego z mężczyzn i ich postaw, podjętych decyzji, ani tym bardziej wywierać jakiekolwiek presji. Tylko uważam, że każdy mężczyzna niezależnie od swojej przeszłości, wciąż może zdecydować w którą stronę chce pójść. Między odejściem i wycofaniem, a pozostaniem w roli ojca, często rozciąga się przestrzeń decyzji, które definiują nie tylko ojcostwo, ale i człowieczeństwo. Uważam, że o tej przestrzeni warto dziś głośno mówić, aby zadać dzisiaj pytanie jakim mężczyzną jesteś, jakim ojcem chcesz być i jaką rolę masz dziś do spełnienia jako mężczyzna? – obecnym nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim emocjonalnie. Czy potrafisz słuchać, nawet wtedy, gdy nie masz gotowych odpowiedzi? Czy stawiasz granice, ale nie budujesz ich poprzez chłód, ale z troską i zaangażowaniem? Czy przyznajesz się do błędów i umiesz powiedzieć Przepraszam? Wtedy kiedy jest to trudne, kiedy trzeba się przyznać – nawaliłem. Gdy nie przechodzi ci to przez gardło bo wygórowane Ego dusi jak zaciśnieta pętla, która nie pozwala na wypowiedzenie tak ważnego słowa? Czy dajesz przykład swemu dziecku, swoim życiem? Coraz częściej mówi się o zaczynaniu od nowa, o odwadze, by odejść z relacji, która nie działała.
Rzadziej jednak zadaje się pytanie co się dzieje z tymi, którzy zostają po drugiej stronie z dziećmi, z matką, nierzadko z samotnymi ojcami, którzy nagle musieli unieść cały ciężar codzienności. Bycie ojcem nie zaczyna się od chwili narodzin dziecka i nie kończy wraz z zamknięciem drzwi za sobą i pozostawieniem pustki, która zostawia ślad na wiele lat. Bycie mężczyzną i ojcem to rola, której nie da się zawiesić, ani odłożyć na później. Być może wielu próbowało z różnych powodów, w różnym czasie i z różnymi konsekwencjami. Dzisiaj chcę przytoczyć kilka słów skierowanych do mężczyzn, do tych którzy kiedyś odeszli zostawiając po sobie ciszę trudniejszą niż jakiekolwiek słowa, tych zapracowanych, tych, którzy nie chcą widzieć i slyszeć o potrzebach swoich najbliższych, oraz tych, którzy każdego dnia udowadniają, że odpowiedzialność to nie ciężar lecz wybór- tutaj pauza, bowiem nie dziś o tym.
Przerzucenie odpowiedzialności na matkę to nie jest jedno konkretne działanie, tylko cały sposób funkcjonowania po rozstaniu, że ojciec formalnie nadal jest rodzicem, ale w praktyce oddaje większość obowiązków– emocjonalnych, wychowawczych i często finansowych– matce, jednocześnie budując dla siebie wygodne uzasadnienie. Z mojego doświadczenia, wyglądało to tak: przede wszystkim ucieczka od trudności i problemów. Szybki przeskok w nowy związek, który już trwał od jakiegoś czasu – mężczyzna skupił się na sobie i na poczuciu lekkości, zakochaniu i lepszym początku. Dzieci i ich potrzeby schodzą na drugi plan, bo są kojarzone z tym, co było trudne. Temat narracji– to była zła kobieta, czegoś chciała ode mnie. Żeby usprawiedliwić swoje odejście, buduje prostą historię: poprzednia partnerka była problemem, to pozwala mu nie brać odpowiedzialności za własne decyzje. Często ta narracja trafia też do dziecka, które zaczyna patrzeć na matkę przez pryzmat jego słów. Następnym schematem zachowań to przeświadczenie, że to matka jako ta – od wszystkiego – codzienność dziecka, zdrowie, problemy– spada niemal w całości na nią. Ojciec pojawia się wybiórczo, kiedy jest wygodnie, o ile wogóle się pojawia – kiedy ma na to czas albo ochotę. Nie kiedy dziecko ma potrzebę kontaktu tylko z tatą.
Bycie kumplem, a nie ojcem– bez odpowiedzialności jeśli już jest obecny, często w roli tego, lepszego bez zasad, bez obowiązków bez wyznaczania granic, za to z prezentami czy luźną atmosferą. Typowe zachowanie ojca kiedy traktuje dziecko jak swego rówieśnika ze szkoły. to z kolei dodatkowo zaburza obraz– dziecko może widzieć matkę jako tę wymagającą, a ojca jako tego dobrego, bez stawiania granic. Sedno problemu jednak nie leży w tym, że ktoś chce być szczęśliwy tylko w tym, że buduje to szczęście na krzywdzie tych, których zostawia nie biorąc odpowiedzialności za to co zostało wypowiedziane i często obwinia innych za własne decyzje. Koniec końców matka zostaje przeciążona i często też oceniana. Dziecko jest zagubione i rozdarte lojalnościowo. Dramat zaczyna się wtedy, gdy za tym nowym początkiem stoją dzieci, które nie rozumieją, dlaczego nagle przestają być w centrum czyjegoś świata. W oczach dziecka to nie wygląda jak nowy etap, to wygląda jak porzucenie, odrzucenie jak nagła zmiana ról, w której ojciec przestaje być obecny, zaangażowany, dostępny emocjonalnie. Zamiast tego pojawia się ktoś, kto ma nowe życie, nowe priorytety, a stare – powoli schodzi na dalszy plan, jakby wcześniejsza relacja nie istniała ze swoim dzieckiem- jakby go zupełnie nie było.
Najbardziej bolesne uczucie rozdarcia serca jest wtedy, kiedy dziecko próbuje zrozumieć, całą sytuację na swój sposób i szuka winy w sobie. Zastanawia się, czy było wystarczające, czy mogłoby zrobić coś inaczej, żeby tata został, a jednocześnie obserwuje jak ktoś inny zajmuje ich miejsce– w czasie, uwadze i emocjach.
Zdanie które było wiele razy wypowiadane w moim kierunku- ,,mam prawo do własnego szczęścia, oczywiście nie jest niczym złym, ale jeśli odbywa się kosztem relacji z dzieckiem to przestaje być tylko osobistą decyzją. Słowa sięgają dużo głębiej i trwają znacznie dłużej niż chwilowe poczucie ulgi czy zakochania. Niestety większość dzieci traktowane jest nie jako dziecko – z emocjami, potrzebami, ale jak ktoś przy okazji. Ktoś komu można rzucić pół zdania, warunek, oczekiwanie. Potem się z tego wycofywać, tekst bądź fajną córką, ale schudnij nie sprawiaj problemów. Zamiast wsparcia i obecności pojawia się ocena, zamiast relacji– powierzchowność. Najgorsze jest również to, że jest bardzo często niewidoczny rodzaj krzywdy, która wyrządzana była systematycznie. Konsekwencja jest zniszczenie poczucia własnej wartości i bezpieczeństwa.
W takiej relacji nie chodzi tylko o brak wsparcia, ale chodzi o coś znacznie głębszego, o stopniowe niszczenie. Ojciec, który umniejsza matce – mówiąc o niej źle, stawia siebie w roli ofiary lub bohatera. Wprowadza dziecko w świat sprzecznych komunikatów, dziecko zostaje wciągnięte w konflikt, którego nie rozumie. Typowy schemat często powtarzanych zachowań:
- Ojciec przedstawia siebie jako osobę pokrzywdzoną lub wyjątkową, lub podkreśla swoje prawo do szczęścia, jednocześnie sugerując, że to matka stoi na przeszkodzie, podział obowiązków itp.
- Umniejszanie jej – pojawiają się komentarze podważające kompetencje, decyzje, intencje, często w subtelnej formie, która z czasem zaczyna wpływać na sposób myślenia dziecka.Nic nie muszę, ja wymagam.
- Wciąganie w konflikt – dziecko staje się powiernikiem, świadkiem lub sędzią, słyszy rzeczy, których nie powinno słyszeć i zaczyna czuć, że musi wybierać stronę.
- Rozbijana więź – naturalna relacja z matką zostaje osłabiona przez zasianie wątpliwości i napięcie. Dziecko może zacząć dystansować się emocjonalnie. Ojciec przecież nie widzi, lub nie uznaje skutków swoich działań usprawiedliwia je własnymi potrzebami lub przekonaniem, że mówi prawdę.
- Zapracowany i przeboćcowany ojciec – często ucieka w pracę, często powtarzane słowa, czego chcesz ode mnie kobieto, przynoszę pieniądze do domu zarabiam, i potrzebuje czasu dla siebie, tak tylko gdzie sie podział czas dla rodziny i żony?
Zrozumieć taki schemat to pierwszy krok do jego przerwania. Bo choć samotne macierzyństwo w takich warunkach jest ogromnym wyzwaniem, świadomość mechanizmów pozwala odzyskać wpływ i zacząć na nowo budować to co najważniejsze bezpieczne – zdrową więź z dzieckiem.
Chciałabym powiedzieć, że ojciec odgrywa w życiu dziecka rolę, której nie da się w pełni zastąpić. Kobieta nie potrafi zastąpić ojca, ani ojciec matki, bowiem każdy z nas ma swoje zadanie do wykonania. Tak zostalismy stworzeni, jakże proste, a jakże często trudne do wykonania, kiedy zostajemy samotnymi rodzicami. Nie jesteśmy idealni, ale jesteśmy niezastąpieni w swoich rolach. Bycie tatą, to nie tylko drugi rodzic, to osobna jakość relacji, która wpływa na rozwój emocjonalny, społeczny i psychiczny dziecka.
Ojciec przede wszystkim daje poczucie bezpieczeństwa w zupełnie innym aspekcie niż matka. Często to Ty – mężczyzno uczysz dziecko wychodzenia w świat, pokazujesz, że poza znanym i bezpiecznym miejscem jakim jest dom, istnieje jeszcze przestrzeń, którą można oswajać. Dziecko, które ma obecnego ojca w jego życiu, częściej buduje w sobie odwagę do podejmowania wyzwań i radzenia sobie z porażkami. Uważam, że ojciec jest też pierwszym wzorem do budowania relacji z drugim człowiekiem. Odgrywa zupełnie inną rolę jako tato, kiedy ma syna, bywa punktem odniesienia w budowaniu własnej tożsamości, pokazuje czym jest męskość lub czym być nie powinna. Natomiast dla córki często ojciec staje się pierwszym mężczyzną, który uczy ją – jak powinna być traktowana, czyli z szacunkiem, uwagą, czułością. Ma to ogromny wpływ na jej przyszłe wybory i poczucie własnej wartości. Kolejna rola jaką pełni mężczyzna i ojciec to stawianie granic i uczenie zasad. To własnie on bardzo często wnosi do wychowania element struktury – czyli pokazuje konsekwencje, uczy odpowiedzialności, pomaga zrozumieć ten dziwny świat oraz pokazuje, że wolność to dokonywanie wyborów. Chciałabym również zwrócić uwagę na temat obecności emocjonalnej. Ojciec, który rozmawia, który słucha oraz potrafi okazać uczucia, daje dziecku przyzwolenie na przeżywanie własnych emocji oraz uczy wrażliwości. Uważam że ojciec daje przykład życia. Dzieci jak wiadomo więcej obserwują, a mniej słuchają. Z własnego doświadczenia wiem że to, jak ojciec traktuje innych ludzi, jak radzi sobie ze stresem, jak mówi o sobie i świecie wszystko to staje się dla dziecka cichą lekcją na przyszłość.
Niestety brak ojca i jego emocjonalna niedostępność robi ogromne spustoszenie w psychice dziecka i zostawia po sobie, lęk, traumy, niedowartościowanie, i depresje. Pozostawia również wiele pytań, niedomówień i niepewności. Trudności w budowaniu relacji i wycofanie. Nie musisz być idealnym mężczyzną, wystarczy, że będziesz obecny przede wszystkim prawdziwy i gotowy, aby być częścią życia dla swojego dziecka. Na dobre i na trudne momenty w jego życiu.
Najbardziej uderzające jest to, że ten schemat zachowań nie wynika wyłącznie z braku miłości. Często wynika z niedojrzałości. Z nieumiejętności konfrontowania się z trudnościami, z lęku przed odpowiedzialnością, z potrzeby natychmiastowej gratyfikacji. Taki mężczyzna nie tyle nie chce kochać — on nie potrafi wytrwać, gdy miłość przestaje być łatwa. Nasuwa się kolejne pytanie- Dlaczego?
Skutki są długofalowe. Partnerki uczą się nie ufać. Dzieci uczą się, że obecność jest czymś nietrwałym. A on sam? Powiela historię, która z czasem staje się coraz bardziej pusta. Bo każdy nowy początek niesie w sobie stare mechanizmy, których nie da się zostawić za sobą, zmieniając tylko osobę obok.W gruncie rzeczy to opowieść o ucieczce. Nie przed kobietą, nie przed rodziną — ale przed samym sobą. Dopóki ten kierunek się nie zmieni, każda kolejna relacja będzie tylko nową sceną dla tego samego przedstawienia. To nie jest bohater tragiczny. To raczej specjalista od wygodnych narracji. Mężczyzna, który uważa, że „ma prawo do własnego szczęścia”, kosztem swoich najbliższych używa tego zdania jako przepustki. Problem w tym, że jego definicja szczęścia kończy się dokładnie tam, gdzie zaczyna się odpowiedzialność. Szczęście to dla niego brak ograniczeń, brak zobowiązań, brak konsekwencji. Jeśli coś zaczyna go uwierać — związek, dziecko, rachunki, rutyna — uznaje to za znak, że „to nie to”.
Jego ego nie jest zdrową pewnością siebie. To raczej balon pompowany cudzą uwagą. Dlatego potrzebuje ciągłego podziwu, flirtu, nowych spojrzeń. Uwodzenie innych kobiet, nawet na oczach partnerki, nie jest dla niego zdradą wartości — jest dowodem, że „wciąż może”. Że nadal jest kimś wyjątkowym. Że świat i jego historyjka to potwierdza.
Rodzaje niedojrzałości:
„Mamisynek”? Często tak — nie w sensie czułości wobec matki, ale w sensie noszenia spodenek w ciele dorosłego mężczyzny. Nauczył się, że ktoś zawsze go „obsłuży”: emocjonalnie, życiowo, finansowo. W dorosłym życiu szuka więc partnerki, która przejmie tę rolę. A gdy przestaje być wygodnie — odchodzi, obrażony, że świat nie działa według jego potrzeb.
„Niebieski ptak”? Również bywa trafne. Praca, stabilność, konsekwencja — to dla niego raczej konieczność niż wartość. Woli wizję łatwego życia, szybkich przyjemności, krótkich wzlotów. Długoterminowe zobowiązania go męczą, bo wymagają czegoś, czego nie lubi – wytrwałości.
A „dusigrosz”? Czasem tak, choć nie zawsze chodzi o pieniądze same w sobie. Raczej o zasadę – daje niewiele, oczekuje dużo. Inwestuje minimum, chce maksimum korzyści — emocjonalnych, finansowych, życiowych. Najbardziej charakterystyczne jest jednak jedno: brak odpowiedzialności połączony z talentem do odwracania winy. Gdy relacja się psuje, winna jest partnerka. Gdy odchodzi — „musiał zadbać o siebie”. Gdy rani — „to nie było nic poważnego”. Zawsze znajdzie historię, w której jest usprawiedliwiony.
I tak krąży: od relacji do relacji, od obietnicy do rozczarowania. Zawsze zaczyna od nowa, nigdy nie zaczynając od siebie. W relacjach wybiera często partnerki opiekuńcze, lojalne, gotowe „ciągnąć” więcej niż połowę wspólnego życia. Takie, które tłumaczą, usprawiedliwiają, dają kolejne szanse. Na początku bywa czarujący — uważny, obecny, zaangażowany. Potrafi stworzyć iluzję bliskości, w której partnerka widzi przyszłość. Ale to zaangażowanie ma termin ważności. Kiedy codzienność zaczyna wymagać wysiłku, a nie tylko emocji, jego zainteresowanie słabnie.
Schemat jest powtarzalny: najpierw idealizacja, potem rozczarowanie, na końcu ucieczka. Często w nowy związek — szybki, intensywny, pełen obietnic. Tam znów może być „kimś innym”: lepszym, bardziej kochającym, bardziej obecnym. Przynajmniej przez chwilę. Do momentu, gdy historia zatoczy koło.
Szczególnie dotkliwe są skutki jego decyzji w roli ojca. Bo dziecko nie rozumie „potrzeby zmiany” ani „poszukiwania siebie”. Rozumie tylko brak. Brak obecności, brak wsparcia, brak stabilności. Ojciec, który znika — fizycznie lub emocjonalnie — zostawia po sobie pustkę, którą ktoś musi wypełnić. Najczęściej robi to matka, często kosztem własnych sił, zdrowia i poczucia bezpieczeństwa.
Idealnym wzorem ojca dla mnie i nie tylko jest postać Świętego Józefa. Często opisywany w Biblii jako człowiek cichy i odpowiedzialny, przede wszystkim jest obecny. Pomimo tego, że Święty Józef nie wypowiada w piśmie ani jednego słowa, a jednak jego czyny mówią wszystko. Przyjmuje rolę ojca pomimo tego, że nie jest nim biologicznie. Chroni, pracuje, a co najważniejsze trwa. Jego postawa pokazuje, że ojcostwo to przede wszystkim decyzja i wierność tej decyzji. Spotkałam się również z przypowieścią o ojcu syna marnotrawnego, to ojciec, który pozwala odejść ale nie przestaje kochać. Cały czas czeka, nie zamyka drzwi, nie buduje muru z urazy, jest obecny. Kiedy syn wraca nie ma miejsca na rozliczanie go z przeszłości, ale przywraca mu godność. Postawa ojca mówi o miłości, która nie jest ślepa, ale bardzo cierpliwa, jego serce jest gotowe na przebaczenie. Tym którzy wytrwali gratuluje mężnej postawy, decyzyjności i odwagi ze zmierzeniem się ze sobą i tym co podpowiada świat. Dziękuję również tym, którzy są samotnymi ojcami, którzy nie uciekli przed rzeczywistością prozy życia i tym co ich spotkało. Dziękuję też samotnym mamom, które walczą o godne życie dla siebie i swoich dzieci oraz tym, którym w życiu ważne jest, aby przekazać dobre wzorce swoim dzieciom, aby mieli w sobie odwagę i nadzieję, aby iść z podniesioną głową, a ich życie będzie wykrzyknikiem, a nie znakiem zapytania – co dalej?
Kończąc – Proszę o jedno – o zastanowienie, refleksję i podjęcie dziś decyzji jakim ojcem chcesz być? lub kim chcesz się stać, na drodze życia, kiedy dowiadujesz się, że zostaniesz ojcem?
Życzę mężnej odwagi do budowania dobrych i trwałych więzi ze swoimi dziećmi, najbliższymi i samym sobą.